Znani i lubiani o nas

21

Spotkania do zapamiętania….
Moje spotkanie z podopiecznymi Daru Serca…przyszło właśnie z potrzeby serca…i z tymże na dłoni do mnie wyszło – grono doświadczonych przez życie a mimo to optymistycznie nastawionych do siebie i świata ludzi. Moje odkrycie roku: Koperniki wbrew prawom medycyny i fizyki;-) Krążą wokół słońca a nie raka!:-)

Zapukałam do nieznanych mi, ale gościnnych drzwi (co oczywistością ani regułą nie jest) i przyjęto mnie z otwartymi ramionami, które nie jedno już przecież niosły…

Przybyłam na pierwszy rzut oka nie z pomocą, tylko kolejnym wyzwaniem. Szalonym pomysłem spektaklu opartego na osobistych przeżyciach, doświadczeniach hospicyjnych bohaterów. Mimo to ochoczo i licznie moi drodzy współtowarzysze rzucili się ze mną w wir pracy nad trudnymi wspomnieniami, emocjami i co najbardziej godne podziwu: chęcią i odwagą podzielenia się tym wszystkim z drugim człowiekiem. W perspektywie spektaklu – hipotetycznie obcym, nie znającym tematu…Bólu.
Nie mogę powiedzieć, że w bólach rodziła się też nasza „rakoTwórczość”, bo nic tu nie było na siłę ani w perspektywie, obietnicy jakiejkolwiek nagrody. Najbardziej ujmująca była ta bezinteresowność, chęć bycia dla innych i z innymi…Radość z każdej chwili, bezcenna świadomość przewartościowania życia w kontekście choroby…

Paradoksalnie ich hospicjum to miejsce pogodne, pełne nadziei i wiary w lepsze jutro. Siła afirmacji buduje współodczuwających a nie odbiera…wolę walki, uśmiech czy nawet dystans…
To tam decoupage’ują raka, grają mu na nosie, zamalowują jego ciemne strony, śpiewają nie psalmy żałobne a ody do radości.., bo tam się czuje pochwałę życia, jego miłości. Przy ul. Kopernika 34 -spotkałam pasjonatów życia, zwycięzców.

Podopieczni (oprócz profesjonalnej opieki z zakresu medycyny, psychologii itd.) dzięki arteterapii odkrywają swoje uśpione, zaniedbane nie raz etc.talenty…Kwoli przykładu: Zyzia to poetka z wydanymi po chorobie wierszami/tomikami, Ewa -wokalistka z ogólnopolskimi nagrodami, Ania to człowiek orkiestra, panie cudnie malują, decoupage’ują, haftują…i życiem swym potwierdzają, że „pomimo” – dobrze się mają. Podróżują oraz świetnie ze sobą czują.

Ich optymistyczny stosunek przenosi się na innych. To zaraźliwe! Ostrzegam;-)
Nigdy nie pozwolono mi odczuć, że nie mam pojęcia za co się zabieram.., że ta motyka artystycznego zapędu, porywu serca to nie na mój księżyc…
Dziękuję Wam za to..za wzruszenia…wygrane osobiste bitwy ze słabościami, kulturę osobistą, herbatki między zajęciami, ciepłe słowa, postawę gotowości i każdorazowe zmierzanie się z chropowatą płaszczyzną rzeczywistości…

DZIĘKUJĘ za to w ogóle, ŻE JESTEŚCIE. Za niepodważalną JAKOŚĆ tej OBECNOŚCI. Za wyjątkowe spotkanie…, które myślę w każdym z nas zostanie..i w tych, którym siebie dajecie z każdym wejściem na scenę. Widzicie, czujecie reakcję. To na Was, Waszą prawdę – nie kreacje. Odbiór jest wyjątkowy, bo Wy tacy jesteście!:-) I niech tak zostanie! Bez korekty!Amen.
Im więcej dajesz – tym więcej zyskujesz. W górę serca!

Kochani Artyści – wszystkim razem i każdemu z osobna gratuluję i dziękuję za lekcję życia. Wasza kura, którą przerosły jajka;-)

Z dobrą pamięcią, serdecznymi podziękowaniami, wyrazami szacunku i najlepszymi życzeniami – zdrowia oczywiście. Wasza doktorka od „siedmiu boleści” i „opowieści dziwnych treści”;-)

Sylwia Oksiuta (aktorka, scenarzystka, arteterapeuta)

 


 

Amazonek słów kilka o hospicjum

amazonkiZ ogromną nadzieją i ulgą przyjęłyśmy do wiadomości fakt, że w 2001 roku powstała w Częstochowie druga placówka udzielająca pomocy i wsparcia chorym onkologicznie, w terminalnym okresie choroby nowotworowej. Od tego momentu, każda członkini naszego Stowarzyszenia Amazonek, miała możliwość dokonania wyboru placówki, w której chce być leczona na ostatnim etapie swojego życia.

Wiele spośród naszych koleżanek, to pacjentki Hospicjum. Wsparcie medyczne, psychologiczne i rehabilitacyjne świadczone przez personel Hospicjum to pomoc najwyższej klasy specjalistów, którzy nie tylko są specjalistami, ale również ludźmi o wielkich sercach i empatii.

 


 

Pani Minister, jest Pani posłem ziemi częstochowskiej i Sekretarzem Stanu w Ministerstwie Finansów, ale znajduje czas, żeby spotkać się z naszymi podopiecznymi i wspierać naszą działalność, właściwie dlaczego od lat współpracuje Pani właśnie z Darem Serca?

leszczynaOdpowiedź jest bardzo prosta – bo jesteście najlepsi! Stowarzyszenie Dar Serca traktuje opiekę paliatywno-hospicyjną z pasją i twórczo, a pacjenci i podopieczni są dla Was partnerami, którym pomagacie realizować swoje marzenia. Jeśli więc w czymkolwiek mogłam pomóc, to bardzo się cieszę. Wasza aktywność – koncerty, spektakle teatralne, cegiełki na balach, to wszystko stwarza atmosferę, w której chyba nikt nie może pozostać obojętny i włączenie się w działalność charytatywną jest wtedy po prostu naturalne. Dostarczacie sponsorom nie tylko wzruszeń, ale też pozwalacie cieszyć oczy wspaniałymi efektami pracy artystycznej Waszych pacjentów, jak ikona z Matką Boską w błękitnej sukience, która zachwyciła mnie i zachwyca moich gości.

Wiem od przedstawicieli różnych innych organizacji pozarządowych, że od dawna, zanim jeszcze została Pani osobą publiczną, wspierała Pani stowarzyszenia, które zajmują się osobami niepełnosprawnymi, dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale też indywidualne osoby. Czy to wynika z wcześniejszych doświadczeń zawodowych? Przez wiele lat była Pani przecież związana z oświatą.  

Na pewno, z podziwem zawsze patrzę na opiekunów osób niepełnosprawnych i chorych, na ich oddanie, mądrość i umiejętność pogodnego życia, chociaż to czasem bardzo trudne. Ale tak naprawdę wrażliwości na drugiego człowieka, szczególnie takiego, którego życie doświadczyło bardziej niż innych, nauczyła mnie moja mama. Jest osobą bardzo mocno niedowidzącą, prawie niewidomą, zachorowała, gdy była w II klasie Słowackiego. Można powiedzieć, że wychowała mnie osoba niepełnosprawna, ale ja tego w ogóle nie odczułam, bo mama jest wspaniałą i bardzo dzielną kobietą. Prowadziła dom, żeby wesprzeć skromną urzędniczą pensję taty pracowała w Spółdzielni Niewidomych „Renoma” i zawsze mnóstwo czasu poświęcała na działalność społeczną, pomagając innym niewidomym. Na pewno mama jest dla mnie wzorem, a przecież czym skorupka za młodu nasiąknie…

A co słychać w Pani życiu zawodowym, czy bycie wiceministrem finansów daje Pani satysfakcję i czy to bardzo trudne dla humanisty?

Wszyscy o to pytają, zapominając, że ekonomia to dziedzina humanistyczna, np. wieloletni minister finansów Wielkiej Brytani, świetnie oceniany w Europie George Osborne, jest historykiem! Poza tym skończyłam także studia podyplomowe z finansów publicznych w SGH, więc byłam do tej funkcji przygotowana merytorycznie. Praca w Ministerstwie Finansów jest bardzo odpowiedzialna, ale też bardzo ciekawa. Za największe swoje sukcesy uważam ustawy, które wprowadzają prokonsumenckie rozwiązania na rynku finansowym. W jednej z ustaw, za które odpowiadałam, znacznie ograniczyliśmy opłaty, jakie pobierają firmy pożyczkowe za udzielone kredyty, w innej zlikwidowaliśmy możliwość pobierania bardzo wysokich prowizji od likwidacji polisy na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym i wprowadziliśmy obowiązek dostosowania polisy ubezpieczeniowej do rzeczywistych potrzeb klienta. Moim osobistym sukcesem jest także powołanie Rzecznika Finansowego, który będzie reprezentował interesy klientów banków i instytucji finasowych, bo te zawsze mają silniejszą pozycję niż ich klient. No i tzw. konta uśpione – to inicjatywa senatorów PO, ale moja determinacja sprawiła, że przeprowadziliśmy tę ustawę przez sejm tej kadencji. Jest ważna, bo daje rodzinie zmarłego-spadkobiercom możliwość odzyskania pieniędzy z konta bankowego w sposób prosty i niekosztowny, a wg niektórych szacunków na tzw. kontach uśpionych jest kilka/kilkanaście mld. zł.! Ważnym efektem mojej pracy w MF jest także Narodowa Loteria Paragonowa, która rusza już od października. Jej celem jest uświadomienie Polakom, że od nas często zależy uczciwa konkurencja na rynku, dlatego warto brać paragon, tym bardziej, że w ciągu najbliższego roku będzie można wygrać samochód!

Na koniec naszej rozmowy proszę powiedzieć czym, jako poseł ziemi częstochowskiej, zajmowała się Pani w tej kadencji?

Realizowałam obietnice wyborcze, dzisiaj mało kto pamięta, że 4 lata temu w spocie wyborczym obiecałam środki na skrzyżowanie wielopoziomowe przy DK1, szybkie połączenia z Warszawą i Wrocławiem, pieniądze na kapitalny remont kolejnych budynków Politechniki Częstochowskiej, a także wsparcie dla władz samorządowych Częstochowy w tworzeniu nowych miejsc pracy. To właśnie dlatego z mojej inicjatywy powstała mielecka strefa ekonomiczna, a katowicka została poszerzona dzięki mojemu zaangażowaniu w ten projekt w Ministerstwie Finansów. To wszystko się udało, ale wiem, że w Częstochowie wciąż jest za mało miejsc pracy, brakuje ich szczególnie dla ambitnych młodych ludzi. To najważniejsze zadanie dla nas polityków, tych z samorządu i tych z sejmu kolejnej kadencji.

Dziękuję za rozmowę.


agapeNazywam się Ewa, jestem emerytką i wolontariuszem w SWP AGAPE. Nasza znajomość z Darem Serca zaczęła się kilka lat temu – z każdym rokiem nasza współpraca rozwijała się i przechodziła w kolejny zaskakujący nas etap. Łącznikiem pomiędzy naszymi dążeniami było dążenie do ulepszenia kawałka naszego wspólnego świata. W działania zaangażowani zawsze byliśmy wszyscy po równo, wolontariusze, nawet osoby chore, których wkład był zawsze nieoceniony.

Wolontariusze z AGAPE zaczynają pomagać i pracować dla innych oraz siebie. Wsiąkają w temat i życie stając się nieodłączną częścią całej układanki Daru Serca. Głównym tematem, jaki zawsze pojawiał się w rozmowach i myślach jest życie własne i cudze. W moim życiu wielokrotnie spotykałam się z trudem ludzkiej egzystencji, starałam się spełniać oczekiwania osób potrzebujących a także potrzebnych do uzyskania dobrych efektów. Jestem osobą znającą świat z różnych stron – pracowałam w Polskim Czerwonym Krzyżu jako kierownik punktu opieki, prowadziłam szkolenia dla sióstr PCK, przetrwałam stan wojenny i dzięki temu wiem, że zawsze najważniejszy jest zespół i ludzkie poświęcenie. Prowadziłam także usługi psychiatryczne w punkcie usług psychiatrycznych. Praca daje mi energię i sens – w porozumienia z darem serca ta energia do mnie wraca. Jako emerytka spełniam się pracują dla Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy AGAPE – jestem wolontariuszem prowadzącym Centrum Wolontariatu. Mój kontakt z Hospicjum DAR SERCA trwa już bardzo długo. Przez okres 38 lat koordynowania usługami opiekuńczymi – 20 lat PCK i 18 Lat MOPS praca ta był bardzo trudna ale dawała duże zadowolenie. Trudniejszym okresem pracy było prowadzenie usług psychiatrycznych.

Praca którą wykonywałam stała się częścią mojego życia wiedziałam jedno: to co robiłam służyło człowiekowi, który potrzebował pomocy. Ilekroć o tym myślę zawsze podkreślam, że dom rodzinny nauczył mnie szacunku i pomocy ludziom. W chwili otrzymania emerytury poczułam pustkę Po kilku miesiącach bycia emerytką zgłosiłam się do Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy AGAPE i jestem do chwili obecnej. W Centrum Wolontariatu przyjmuję osoby, które chcą pomagać innym robią to z potrzeby płynącej z serca. Do wolontariatu przychodzi młodzież ,osoby starsze, samotne ale każda z tych osób chce pomagać. Hospicjum DAR SERCA ul. Kopernika, którym nasze Centrum współpracuje poprzez zatrudnianie wolontariuszy, którzy pomagają w opiece nad osobami chorymi na raka. Zawsze otrzymują szkolenia i wprowadzenie w często obcy im i trudny świat. Możemy powiedzieć, że DAR SERCA to iskierka radości dla chorych, dla wolontariuszy, a także pracowników. Całemu zespołowi Hospicjum DAR SERCA należą się podziękowania za pracę, oddanie i bezinteresowną walkę o ludzkie życie, które stanowi jego istotę. Stowarzyszenie AGAPE wraz z Centrum Wolontariatu współpracując z wami czujemy się ważni i potrzebni – dla całego świata i siebie samego. Życie składa się z drobiazgów, ale czasem drobiazg ma większą wagę niż można oczekiwać.

Ewa Bednarek


 

drhuras„Będąc młodą lekarką…” – nie miałam możliwości dużego wyboru miejsca pracy. Takie to były czasy. Po stażu podyplomowym mogłam pracować w sanepidzie lub zarejestrować się w Urzędzie Pracy i skorzystać z możliwości robót publicznych ze skierowaniem do pracy w Hospicjum.

Ponieważ pracowałam w nim już wcześniej jako wolontariusz, a z natury nie potrafię być kontrolerem, to wybrałam opcję numer dwa i tak zaczęła się moja przygoda z medycyną. Z medycyną i człowiekiem. Medycyną i ciężko chorym człowiekiem…, i jego rodziną.

Wracając po pracy do domu zadawałam sobie pytanie co ja tutaj robię? Jaki sens ma moja praca? Przecież moi chorzy tylko umierają. A ja byłam młodym człowiekiem pełnym ideałów, wizji osobistego rozwoju, medycznych sukcesów. A u morfina, tlen, opatrunek, rozmowa i pytania bez odpowiedzi: dlaczego mnie to spotkało, jak długo będę cierpiał, jak będę umierał, czy mam jakąkolwiek szansę na zdrowie?

Widziałam zaangażowanie innych – pielęgniarek, wolontariuszy, lekarzy, ale tak naprawdę moment, w którym zrozumiałam, że ta praca ma sens to było spotkanie jednego człowieka. Byłam u niego na wizycie tylko jeden raz. Bardzo cierpiał z powodu nieopanowanego bólu. Rozpisałam mu leki przeciwbólowe, długo rozmawiałam z nim i jego rodziną. Po kilku dniach zadzwonił do mnie syn chorego i podziękował za to, że jego ojciec umarł bez bólu, nie cierpiał. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam sens pracy w Hospicjum.

Wkrótce spotkałam kolegów – lekarzy, którzy postanowili robić to samo co ja. Holistycznie opiekować się chorymi w terminalnym stadium choroby nowotworowej. Do naszej grupy dołączyły oddane i wykwalifikowane pielęgniarki. Razem stworzyliśmy zespół i podjęliśmy trud zorganizowania profesjonalnej Poradni Opieki Paliatywnej i Zespołu Domowego Opieki Paliatywnej. Wiele było trudności, przeciwności, ale też bardzo dużo satysfakcji. I to nie tylko satysfakcji związanej z realizacji medycznych zadań, ale satysfakcji pracy w zespole.

Nie wyobrażam sobie, żeby w opiece nad ciężko chorymi ludźmi można było pracować pojedyńczo, albo bez jakiejkolwiek współpracy. W naszym zespole zawsze można było liczyć na drugą osobę, na wsparcie, na dyskusję. Problemy i trudności trzeba było rozwiązywać na bieżąco, bo nie jest łatwo robić tak wiele mając tak niewiele od NFZ . T eraz jestem onkologiem klinicznym i na co dzień nie pracuję już w Hospicjum. Lata pracy w opiece paliatywnej nauczy mnie bardzo dużo w kontakcie z chorym i jego rodziną. Nauczyły tego holistycznego spojrzenia, wzmocniły naturalną empatię, uwrażliwiły pokorę do życia i śmierci. Pokory w wymiarze takim, że jeśli nie mamy już wpływu na długość życia to trzeba zapewnić choremu jakość życia. Dzięki doświadczeniom paliatywnym wiem na co mogą liczyć pacjenci w swoim naturalnym środowisku, a ja wiem, że oddaje ich w najlepsze ręce. Nie wyobrażam sobie pracy bez współpracy z kolegami Poradni Opieki Paliatywnej.

W tym miejscu nie przychodzi mi do głowy nic innego jak tylko cytat księdza Twardowskiego: „uczmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”, co dla mnie w codziennym życiu znaczy, że trzeba im nieść pomoc najlepszą i niespóźnioną.

dr n. med. Barbara Huras
ordynator Oddziału Onkologii Klinicznej
Centrum Medycznego MAŁGORZATA
Częstochowa